czwartek, 31 sierpnia 2017

Wycieczka po "KIEDY NA MNIE PATRZYSZ"


Wielu autorów, a przede wszystkim tych, specjalizujących się w fantastyce, potrafi w swoich powieściach stworzyć świat od fundamentów np. funkcjonujący wbrew znanym nam prawom fizyki Przyznam szczerze, że ja tak nie potrafię i większość moich powieści osadzam w lekko podrasowanych, realnych miejscach. Dlaczego tak rzadko wychodzę poza ramy tego, co znam? Głównie dlatego, że zależy mi na oddaniu atmosfery danego miejsca, a jest to trudne, gdy posiłkuje się tylko moją wyobraźnią, która jak widać - nie jest zbyt bujna ;).

Gdy w mojej głowie po raz pierwszy pojawił się pomysł na fabułę „Kiedy na mnie patrzysz”, wydało mi się naturalne, aby wziąć na tapetę moje rodzinne miasto, czyli Tomaszów Lubelski, ponieważ już na dobre nasiąkłam atmosferą okolic, z których się wywodzę.
Zacznijmy więc od początku…
Jedną z pierwszych scen w KNMP jest zdarzenie, które sprawia, że Karina zatrzymuje się na środku jezdni. „Droga wiodła przez osłaniający ją z obu stron gęsty las, który prawie dotykał wąskiego pasa pobocza (…).Nagle, w odległości dziesięciu metrów przed samochodem, zamajaczył jakiś kształt. Zahamowała tak gwałtownie, że pojazd pod wpływem śliskiej nawierzchni odwrócił się o dziewięćdziesiąt stopni.”
Chyba nigdy o tym nie wspominałam, ale historia z psem nie była kompletną fikcją. Kiedyś przytrafiła mi się podobna sytuacja, z tą różnicą, że w moim przypadku nie udało się uratować potrąconego psa. 
W miejscu ze zdjęcia poniżej umieściłam wspomnianą scenę.



Pamiętacie scenę, w której Karina i Aleksander spotykają się ponownie w zatłoczonym pubie?
„Kiedy wpatrywała się w niego jak zahipnotyzowana, nagle podniósł głowę i spojrzał jej prosto w oczy, zastygając z butelką piwa przy ustach. Dzieliło ich od siebie jakieś dziesięć metrów, ale nawet stąd widziała, jak zmienia się wyraz jego twarzy, kiedy zdał sobie sprawę, że ją poznaje.”
W mojej wyobraźni właśnie w miejscu ze zdjęcia rozegrała się ta ważna dla fabuły scena. Kiedyś ten lokal nazywał się Bistro i chociaż Aleksander nie wyrażał się o nim zbyt pochlebnie ;), ja bardzo mile wspominam czasy, gdy ze znajomymi przychodziliśmy tam na piwo J.


Karina i Aleksander zmienili do siebie stosunek po pewnym nocnym spacerze ;). Na ich trasie stanął wtedy plac zabaw, do którego Karina ma wielką słabość. „Niewiele myśląc, rzucił się za nią biegiem. Była szybka, ale że przez cały czas się śmiała, nie mogła w pełni skoncentrować się na ucieczce. Dopadł ją na jakimś placu zabaw, pośrodku osiedla, którego bloki tworzyły zamknięty krąg. Złapał ją w pół, podniósł w górę i wciąż śmiejącą się próbował zanieść w to samo miejsce, w którym wepchnęła go do wody.”

Zdjęcie poniżej przedstawia miejsce, które miałam w głowie, gdy opisywałam tę scenę. Może nie jest to zbyt reprezentatywny ogródek zabaw, ale właśnie taki miał być – tkwiący samotnie pomiędzy blokami z wielkiej płyty. 


Kolejnym miejscem, w którym podczas spaceru Karina i Alek zatrzymali się na dłużej, jest budynek szkoły średniej, do którego uczęszczała Karina. „Przechodzili właśnie obok dużego kompleksu budynków szkolnych. Największy gmach pochodził z początków dwudziestego wieku i według Aleksandra był najciekawszą budowlą w tym mieście. Cały teren ogrodzono wysokim metalowym parkanem. Do dwuskrzydłowych drzwi prowadził wybrukowany chodnik, od którego odchodziły boczne alejki, wijąc się w różnych kierunkach. Wzdłuż ogrodzenia rosły wielkie klony i kasztanowce. O takiej porze wszystko to wyglądało niesamowicie i tajemniczo.”
Ja także uczęszczałam do tego liceum, a ten wiekowy budynek od zawsze mnie fascynował. Z tego, co wiem, w szkolnej bibliotece znajdują się jakieś moje książki #fejm ;)


Ci, którzy mają KNMP za sobą, na pewno kojarzą wydarzenie, wokół którego zbudowałam całą fabułę, a mianowicie ślub i wesele siostry Alka, Ani i jej narzeczonego, Jamesa. 
To wydarzenie w mojej wyobraźni odbyło się w XVII-wiecznym kościele Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. 

Moi bohaterowie wielokrotnie spacerowali przez park, dlatego i to miejsce znalazło się w moim zestawieniu :)


Już od kilkunastu lat nie mieszkam w Tomaszowie, ale staram się tu wracać tak często, jak to tylko możliwe. Z olbrzymim sentymentem przechadzam się po znajomych miejscach i z zaciekawieniem obserwuje jak bardzo miasto się zmieniło od czasu, gdy tu mieszkałam. Niezależnie od tego, gdzie mnie jeszcze rzuci los, w Tomaszowie Lubelskim będę zawsze u siebie :).

2 komentarze:

  1. Piękne miejsca 😊 a szkoła faktycznie ciekawa 😁

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło chociaż na zdjęciach zobaczyć miejsca o których się czytało. ;)

    OdpowiedzUsuń