środa, 23 maja 2018

WE KRWI rozdział 3



Gdy dotarłem do parkingu przed blokiem, pot ciekł mi po karku, a koszulka przyklejała się do pleców. Oparłem się o metalowe barierki oddzielające parking od chodnika, żeby złapać oddech. Dzisiaj dałem sobie naprawdę w kość. Bolały mnie mięśnie ud i łydek, ale nie przeszkadzało mi to. Wysiłek fizyczny był mi potrzebny do życia jak oddychanie i seks.
Już miałem odepchnąć się od słupa, żeby ruszyć do bloku, ale wtedy mój wzrok padł na platynowe blond włosy wystające spod maski samochodu. Moje serce, które uspokajało się już po wysiłku, teraz podskoczyło w mojej piersi, jak szczeniak na widok swojej pani. Kurwa.

Hania, którą widziałem zbiegającą ze schodów zaledwie dwie godziny wcześniej, znowu tu była. Zaglądała do otwartej maski samochodu, wypinając się w moją stronę. Boże, jaki ona ma zgrabny tyłek, pomyślałem. Okrągły, duży i…zachwiałem się, bo zahaczyłem o coś nogą. Straciłem równowagę i poleciałem przed siebie. Na szczęście w ostatniej chwili podtrzymałem ciężar ciała na rękach i zapobiegłem otarciom, ale głośne szuranie rolkami zwróciło uwagę Hani. Gwałtownie odwróciła się w moją stronę. Jej orzechowe oczy rozszerzyły się ze zdumienia, a po chwili wypełniły rozbawieniem.
– Wszystko okej? – zapytała, gdy otrzepywałem się z kurzu.
– Ta. Już nie wiedzą gdzie wsadzać te cholerne krawężniki – uśmiechnąłem się półgębkiem.
– Tak, jacyś nienormalni – odparła z takim samym grymasem.
Prawie zapomniałem jaka była piękna. I drobna. I słodka. Dziewczyna ponownie schyliła się nad otwartą maską i zaczęła w niej grzebać. Czyżby popsuł jej się samochód?
– Pomóc ci jakoś? – zagadnąłem, żeby nie stać tam jak jakiś debil.
– Nie trzeba, już prawie kończę – powiedziała, nie odwracając się do mnie.
– Nie było dietetycznej, ale masz wiśniową – ktoś odezwał się za naszymi plecami i oboje zwróciliśmy się w stronę głosu.
Mocno zbudowany koleś w podartych dżinsach i sportowej bluzie zapinanej  na zamek, przyglądał mi się spod zmrużonych powiek.
Wyciągnął w stronę Hani małą butelkę coli. Dziewczyna przyjęła ją i skrzywiła się.
– Wiśniowa cola nie jest zamiennikiem dla dietetycznej – pouczyła go, ale odkręciła zakrętkę i łapczywie się napiła.
– Tylko to było – powiedział facet, nie spuszczając ze mnie wzroku – A to kto? – zapytał, cały czas czujnie mi się przyglądając.
Hania przełknęła kolejny łyk napoju i odezwała się:
– Poznajcie się. To Kamil – wskazała na kolesia – A to – zrobiła małą pauzę – Adrian.
Twarz chłopaka nagle się zmieniła. Na jego gębie pojawił się olbrzymi wyszczerz. Miałem ochotę mu za to przyjebać. Drażnił mnie. Tym bardziej, że nie wiedziałem, co go łączy z Hanką.
– Wakacyjny Adrian? – uśmiechnął się, zwracając się do Hani.
Dziewczyna ze zgrozą wypisaną na twarzy rozchyliła usta i natychmiast oblała się rumieńcem.
Wakacyjny Adrian?
– Zabiję cię – syknęła na towarzysza, a tamten zarechotał w głos.
Sytuacja zaczynała robić się dziwna, a ja poczułem się jak kobieta z brodą w dziewiętnastowiecznym obwoźnym cyrku.
– Wakacyjny Adrian, hę? – wydusiłem z siebie i omal nie parsknąłem. – A wy? – wskazałem palcem najpierw na Hanię, a potem na kolesia – Jesteście…parą? – rzuciłem prosto z mostu.
Nie miałem czasu na jakieś pierdolamento i domysły. Nie miałem zamiaru robić za wioskowego głupka.
– Co prawda Hanka sekretnie się we mnie kocha od pierwszego wejrzenia, co ma bardziej związek z moim autem, niż z moją skromną osobą, ale nie. Nie jesteśmy parą – wziął kolejny łyk coli. – Hania nie ma nikogo, jeśli chciałbyś wiedzieć – dodał do tego kolejny chytry wyszczerz.
Dobrze, pomyślałem natychmiast i kamień spadł mi z serca i skarciłem się za to w duchu. Przecież dziewczyna i tak mnie nie chciała.
– Mógłbyś się wreszcie przymknąć – rzuciła podminowana Hania
Otarła wierzchem dłoni czoło i zostawiła na nim ciemny ślad. Miała rozczochrane włosy i rozgorączkowane spojrzenie. Chryste, jaka była piękna. Nie mogłem przestać się na nią gapić.
 – Sorry – powiedziała, zwracając się do mnie.
– Piękna, mam tu jeszcze sterczeć, czy mogę spadać? Mam jeszcze jedną sprawę na mieście, ale jakby co, to widzimy się wieczorem? – powiedział koleś.
– Spadaj. Widzimy się w Orient Expressie – rzuciła Hania do faceta i nastawiła mu policzek do buziaka.
Zanim ją w niego pocałował, starł z jej czoła zabrudzenie.
– Jak dziecko – mruknął z rozbawieniem.
Hania zawstydzona pokręciła głową i szturchnęła go ramieniem na do widzenia. Skoro typ to nie jej chłopak, to kim, do diabła, był? Kolejnym kuzynem? Nie za dużo ich w okolicy? Co to za czułostki i całuski? Żaden facet nie zachowywałby się w ten sposób, gdyby nie chodziło mu o coś więcej, albo gdyby nie liczył na coś więcej.
Koleś wsiadł do zaparkowanej nieopodal zajebistej bryki i z rykiem silnika wyjechał z  parkingu.
– Ale się popisuje – Hania pokręciła głową. – Sorry za niego.
– Wakacyjny Adrian? – znowu nawiązałem do przezwiska, którym najwyraźniej nazywali mnie między sobą.
Hania już nie powstrzymywała śmiechu, parsknęła głośno, zakrywając usta dłonią. Obserwowałem ją z uśmiechem. Tak przyjemnie było widzieć ją zadowoloną i bez miny, która świadczyła o tym, że próbuje się wykręcić od mojego towarzystwa. Miny, którą znałem aż za dobrze. Jak się teraz dobrze nad tym zastanowić, to wychodziłem na kompletnego idiotę, uganiając się za dziewczyną, która od samego początku miała na mnie alergię.
Miałem zrobić odwrót, bo ogarnęła mnie cholerna złość na siebie, na nią i wszystko, co między nami zaszło, ale wtedy Hanka przestała się śmiać. Na jej ustach pozostał tylko delikatny grymas rozbawienia. Ledwie zapanowałem nad odruchem wpicia się w te pełne, różowe i lśniące od oblizywania usta.
– Przepraszam. Wakacyjny Adrian to pomysł Kamila – powiedziała odrywając moje kudłate myśli od jej ust.
– Spoko – odpowiedziałem, ale jeszcze nie rozgryzłem, czy to, że o mnie opowiadała powinienem potraktować jako coś pozytywnego, czy wręcz przeciwnie.
To pewnie zależy od tego, co mówiła, odpowiedziałem sobie sam w myślach. Ta dziewczyna robiła ze mnie totalnego głupca, pomyślałem zażenowany.
– Co tutaj robisz? Bawisz się w mechanika? – zażartowałem, podjeżdżając bliżej auta.
Stanąłem blisko niej, prawie dotykając jej ramienia. Hania lekko się odsunęła, ale tylko na kilka centymetrów, żebym mógł przytrzymać się otwartej maski.
– Bawię się? Ja jestem mechanikiem – odparła trochę ostrzej – Mówiłam ci o tym?
Zmarszczyłem czoło skonsternowany.
– Pamiętam. Mówiłaś, że pracujesz w warsztacie wujka, ale myślałem, że…w biurze, albo coś.
Hania prychnęła głośno i z wielkim rozmachem zamknęła maskę, omal nie przytrzaskując mi palców.
– Widzę, że bardzo uważnie mi się przysłuchiwałeś – syknęła. – Tak jak myślałam, zajmowało cię coś ważniejszego, niż to co miałam do powiedzenia – wytarła ręce w mokra chusteczkę, którą wyciągnęła ze schowka.
– Hej, spokojnie – podniosłem do góry ręce w geście poddania, ale po chwili machnąłem nimi zrezygnowany – Sorry, pewnie jestem za tępy i nic nie zrozumiałem, bo w głowie mam tylko jedno. Najwyraźniej nie pomyliłaś się co do mnie – rzuciłem gniewnie, a potem odwróciłem się, odbiłem od maski samochodu i przejechałem w rekordowym tempie do klatki schodowej.
Gdy schowałem się za drzwiami głównego wejścia, zrzuciłem rolki, chwyciłem je wściekle w  ręce i pognałem na górę boso, nie kwapiąc się zakładaniem trampek, które miałem w plecaku.
Byłem idiotą i debilem, że znowu próbowałem, chociaż dobrze wiedziałem – czego miałem teraz potwierdzeni – że Hanka mną gardzi. Dlaczego tak mnie do niej ciągnęło? Co miała w sobie, że byłem gotów narażać na szwank własną dumę, żeby tylko się do niej zbliżyć? Musiała rzucić na mnie klątwę.
W domu rzuciłem się na łóżko, które cały czas pachniało Anką. Miałem ochotę do niej zadzwonić i zaprosić ją na wieczór, żeby to powtórzyć. Po chwili podniosłem się i wyjrzałem przez balkon, chowając się za zasłoną. Jak cholerny podglądacz. Miałem stąd idealny widok na parking i moją osobistą zadrę w tyłku, która raz jeszcze otworzyła maskę auta i dalej w niej grzebała.
Mechanik? Oczywiście, że ją słuchałem. W zasadzie spijałem z jej ust każde słowo i byłem pewien, że nigdy nie powiedziała, że jest mechanikiem, tylko że pracuje w warsztacie wujka.
– Joł! Hania! – rozległo się nad moją głową.
Hania podniosła głowę, a ja w pośpiechu cofnąłem się do wnętrza balkonu i zasłoniłem się firanką, ale tak, że wciąż miałem ją w zasięgu wzroku.
– Co?! – odkrzyknęła poirytowana.
– Pomóc ci?! – zawołał kolo z góry, zapewne jej zarzygany kuzyn.
– Dzięki, ale już skończyłam – powiedziała i machnęła mu na pożegnanie.
Obserwowałem ją do momentu, aż jej auto nie zniknęło za rogiem budynku. Muszę się dzisiaj zalać, westchnąłem z frustracji. Po chwili rozebrałem się i poszedłem pod prysznic.
  
***
Dochodziła dziewiąta, gdy zajechaliśmy z Kamilem pod klub Orient Express. Nasi znajomi już tam na nas czekali. W zasadzie byli to znajomi Kamila, z którymi zaprzyjaźniłam się, gdy zaczęłam spędzać z chłopakiem więcej czasu.
Przed wejściem ustawiła się już spora kolejka, ale ja i Kamil nigdy w niej nie staliśmy. Kumpel znał właściciela klubu i zawsze wchodziliśmy bez sterczenia na zewnątrz. Kolejny plus znajomości z Kamilem. Przywitaliśmy się z bramkarzem i od razu skierowaliśmy się w stronę baru, gdzie wypatrzyliśmy znajome twarze.
– Nareszcie – zawołała Klaudia, partnerka taneczna Kamila, z którą prowadzili zajęcia w klubie w centrum miasta.
Za każdym razem, gdy ją spotykałam uderzała we mnie jej uroda. Dziewczyna była śliczna. Falowane blond włosy sięgały jej aż do pasa. Miała okrągłą twarz i wielkie niebieskie oczy. Jej krótka ciemnozielona sukienka luźno spływała po zaokrąglonych biodrach i małych piersiach. Klaudia była naprawdę piękną dziewczyną. Co dziwne, ja w moich tradycyjnych dżinsach i dość prostej bluzce wiązanej na szyi, nie czułam się przy niej onieśmielona, czy niewystarczająco kobieca. Wszystko dlatego, że Klaudia była też bardzo miłą i przyjazną osobą.
Był z nią jej chłopak, Antek. Wysoki i szczupły o szerokiej szczęce i szarych oczach, które chował za okularami w drucianej oprawie. Ubrany w sportową kraciastą koszulę i czarne dżinsy wyglądał dość zwyczajnie w porównaniu do reszty kolorowego towarzystwa. Chociaż tych dwoje nie pasowało do siebie wizualnie – on o wyglądzie informatyka, ona przypominająca kolorowego ptaka – wiedziałam, że pod każdym innym względem byli dla siebie stworzeni.
W naszej grupce byli także Błażej i Aleksja. Dziewczyna była bliską kumpelą Kamila z czasów szkoły średniej. Razem poszli na AWF. Po skończeniu studiów Kamil całkowicie poświęcił się tańcowi, a Aleksja wraz ze wspólnikiem założyła niewielki klub fitness. Błażej natomiast kończył ostatni rok studiów ekonomicznych i nie miał kompletnie nic wspólnego z tańcem, ale bardzo dobrze odnajdywał się w tej grupie. Tak, jak i ja. Tajemnica tkwiła w mieszance osobowości, ludzi z pasją, ale nie zafiksowanych tylko i wyłącznie na swoim koniku, tylko otwartych na inne aspekty życia.
Nim zdołałam rozgościć się na wysokim barowym stołku, w mojej dłoni znalazł się ulubiony drink. Kamil uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo, a ja wywróciłam oczami. Dobrze wiedziałam, o co mu chodziło. Nigdy nie wchodziłam na parkiet, jeśli nie poczułam w głowie lekkiego szumu. Nigdy się nie upijałam, ale żeby móc swobodnie i na luzie wywijać biodrami, musiałam być przynajmniej po jednym drinku. Przy Kamilu czułam się bezpiecznie. Zazwyczaj nie opuszczał mojego boku całą noc, a nawet jeśli wpadał mu w oko jakiś facet, zawsze upewniał się, że mam z kim wrócić do domu. Był moim przyjacielem. Najlepszym i jedynym jakiego miałam.
Parkiet powoli się zapełniał. W soboty oblegali go fani latynoskich rytmów. Nie był to może mój najukochańszy gatunek muzyczny, ale w połączeniu z niesamowitymi zdolnościami Kamila i spółki na parkiecie każdy, nawet najbardziej kiczowaty kawałek, brzmiał jak przebój. W ramionach przyjaciela czułam się jak najbardziej zmysłowa i najzgrabniejsza tancerka na świecie. Oczywiście spożyte wcześniej drinki miały w tym swój udział.
– Rozgrzałaś się? – zapytał Kamil, gdy wyssałam przez rurkę ostatnie krople mojito.
– Chyba tak – odparłam, odstawiając z brzdękiem szklankę na kontuar baru.
Kamil chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą na parkiet. Reszta poszła w nasze ślady i zazwyczaj od tego momentu wszystko stawało się magiczne i nierealne. Zazwyczaj.
Z głośników popłynął właśnie kawałek Daniela Santacruza’a, gdy na moment otworzyłam oczy. Niemal natychmiast zderzyłam się ze spojrzeniem ciemnozielonych oczu, które prześladowały mnie przez kilka wakacyjnych tygodni. Od razu wypadłam z rytmu i zachwiałam się w ramionach Kamila. Adrian. Patrzył na mnie z mieszanką nie do końca jasnych dla mnie uczuć.
Moje serce zabiło mocniej, a w głowie pojawiło się wspomnienie naszej porannej rozmowy. Zareagowałam zbyt napastliwie. Być może rzeczywiście nie powiedziałam mu wprost czym się zajmuję?
Zamknęłam ponownie oczy, ale nie mogłam się już wczuć w taniec, co od razu zauważył mój partner.
– Co jest? – odchylił się do tyłu i popatrzył na mnie.
Westchnęłam ciężko i skinęłam głowa w stronę baru, o który z założonymi rękoma opierał się Adrian. Kamil zatoczył koło, żeby mieć lepszy widok i zaśmiał się mi w ucho.
– Ale muszę przyznać, że koleś jest zajebisty – dodał – A wiesz, że jestem wybredny.
Wiedziałam. I oczywiście miał rację co do Adriana, ale nie chciałam przyznawać tego wszystkiego na głos.
– Chcesz go bardziej pognębić? – zapytał aż nadto zadowolony z takiego pomysłu.
– Nie. Już i tak zruszyłam go dzisiaj na parkingu – powiedziałam głośno, żeby przekrzyczeć muzykę.
Kamil posłał mi pytające spojrzenie. Byłam zmuszona opowiedzieć mu to absurdalne zajście.
– Ale lalka, tak serio, co masz do niego? On chyba naprawdę wpadł głęboko, skoro jest tu teraz i pewnie będzie udawał, że pojawił się tu całkiem przypadkowo – powiedział i wtedy zmieniła się muzyka.
Z głośników popłynął powolny zmysłowy kawałek i Kamil przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej. Jedną nogę wsunął pomiędzy moje uda i ugiął kolana, zmuszając mnie do przyjęcia takiej samej pozy.
– Mówiłam ci jaki mam problem. Ty zresztą masz podobny. – odparłam poirytowana, ale poddałam się jego ruchom.
– Wiem – odparł – Ale gość jest bardzo wytrwały i teraz – zawiesił głos – dostaje białej gorączki.
Z całych sił próbowałam powstrzymać się od zerkania w stronę kontuaru, ale to było silniejsze ode mnie. Podniosłam na niego oczy w momencie, w którym on spojrzał wprost na mnie. Moje serce bezwolnie przyspieszyło. Nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Adrian był kurewsko przystojny i to był fakt, któremu nikt nie mógł zaprzeczyć. Miał na sobie opinającą go jasną, dżinsową koszulę i czarne spodnie. Krótkie włosy były delikatnie podniesione jakby je przed chwilą przeczesał palcami. Wbijał zęby w dolną wargę tak mocno, jakby miał za moment ją odgryźć. Oblizałam usta, dobrze pamiętając smak jego pocałunków. I tych zachłannych i tych czułych.
– Gapisz się na niego – zauważył z rozbawieniem Kamil.
Dopiero wtedy oderwałam od Adriana wzrok, ale po kilkunastu sekundach ponownie do niego nim wróciłam. Tym razem Adrian nie był już sam. Gadał z długonogą pięknością o pofalowanych kasztanowych włosach. Oczywiście, pomyślałam z wrogością i odwróciłam głowę. Właśnie dlatego nie chciałam dać mu szansy i nigdy nie dam. Wystarczyło kilka sekund, żeby znalazł sobie nowy obiekt obserwacji. Wbrew sobie i swoim wewnętrznym przemyśleniom, uczepiona mocno ramienia Kamila, spojrzałam w stronę baru. Adrian szeptał coś na ucho ciemnowłosej piękności, która dumnie wypinała się w ciasnej czarnej sukience. Dziewczyna zaśmiała się z tego, co do niej powiedział, a potem upiła łyk kolorowego drinka.
Odwróciłam wzrok próbując skupić się na magii, którą zawsze otaczał mnie klimat tego miejsca oraz tańca z jednym z najlepszych tancerzy, jakich znałam, ale tym razem mi się nie udało.
Przeklęty Adrian.
Po pewnym czasie wróciliśmy do stolika, który zajęli nasi towarzysze.
– Pijesz coś, Hanka? – zapytał Kamil, robiąc gest w stronę baru.
W innych okolicznościach darowałabym sobie, bo alkohol bardzo mocno uderzał mi do głowy, ale dzisiejszego wieczoru potrzebowałam się znieczulić. Poprosiłam o piwo.
Chwilę pogawędziłam z resztą, a gdy ponownie zjawił się Kamil, przyjęłam od niego butelkę i wzięłam kilka sporych łyków. Niemal natychmiast zakręciło mi się w głowie. Kumpel spojrzał na mnie i pokręcił karcąco głową, jakbym była dzieckiem. Miałam mu już odpowiedzieć w jakiś niewerbalny sposób, ale nie zdołałam, ponieważ Kamil podniósł wzrok i zatrzymał go tuż nad moją głową. Po sekundzie poczułam delikatne pukanie w ramię.
Odwróciłam się ostrożnie, czując jak te kilka głębszych łyków alkoholu spowolnia moje ruchy.
Podniosłam głowę i napotkałam przymrużone oczy Adriana. Nawet w takiej nadąsanej wersji wyglądał seksownie.
– Nie powiedziałaś mi – rzucił z założonymi rękami na piersi.
Ta poza sprawiła, że koszula na bicepsie napięła się. Powędrowałam wzrokiem do tej część jego ciała.
– Co? – odparłam, powracając spojrzeniem do jego twarzy.
– Nie powiedziałaś mi gdzie dokładnie pracujesz – powtórzył nie zmieniając pozy. Żyła na jego skroni zapulsowała – Pamiętam dokładnie, że kiedy zapytałem cię, czym się zajmujesz, odpowiedziałaś: pracuję w warsztacie mojego wujka. Tylko tyle – nie spuszczał ze mnie oskarżycielskiego wzroku.
Zanim zdołałam się odezwać, przypomniałam sobie tamtą sytuację. Adrian zastał mnie w ogrodzie na domówce, podczas której się poznaliśmy. Nikogo tam nie znałam oprócz mojej kuzynki, a ta postanowiła mnie porzucić na rzecz brylowania wśród znajomych. Postanowiłam się przewietrzyć. Chwyciłam butelkę piwa smakowego i wymknęłam się do pięknego ogrodu na tyłach domu. Bolały mnie nogi i zapragnęłam poczuć pod stopami wilgotną trawę, dlatego zrzuciłam trampki i zaczęłam się kiwać w rytm muzyki, która docierała do ogrodu przez uchylone okna. Poczułam się całkiem rozluźniona i nie zwracałam uwagi na to, co dzieje się dookoła. Po pewnym dość niestabilnym piruecie roześmiałam się i niemal wpadłam w ramiona Adriana, który przyglądał mi się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. 
Już wcześniej zwróciłam na niego uwagę. Trudno było nie zauważyć Adriana, nawet jeśli bardzo się tego chciało. Był niesamowicie przystojny, ale nie w taki ostentacyjny i onieśmielający sposób. Nie jak grecki posąg, ale jak facet z krwi i kości, który pomimo swojej atrakcyjności jest dostępny.
Odchrząknęłam odrywając myśli od słodko-gorzkich wspomnień.
– I? – ponaglił mnie Adrian, patrząc na mnie z góry, bo siedziałam, a on wciąż nade mną wisiał.
– Być może nie powiedziałam dokładnie, gdzie pracuję – przyznałam, wzruszając ramionami.
Odwróciłam się i upiłam łyk piwa. Kamil rozsiadł się wygodnie na kanapie naprzeciwko mnie i uśmiechał od ucha do ucha, wyglądając przy tym, jak kot z Cheshire.
– I tylko tyle? – kontynuował za moim ramieniem Adrian.
Z westchnieniem wywróciłam oczami i podniosłam się z wygodnej kanapy, żeby stanąć z nim twarzą w twarz. No może, w twarzą w twarz to za dużo powiedziane, bo byłam od niego o ponad dwadzieścia centymetrów niższa, ale chciałam stać, gdy będę z nim rozmawiała.
– Przepraszam – wyrzuciłam z siebie zmęczonym głosem – Okej? – rozłożyłam ramiona, chcąc mu tym pokazać, że już nic więcej zrobić nie mogę.
Adrian nie wyglądał na zadowolonego, ale jego oczy nie ciskały już takich gromów, jak chwilę wcześniej. Nawet w tych ciemnościach widziałam, że są zielone. Dostrzegłam wilgoć na jego wargach. Musiał je przed chwilą oblizać, pomyślałam nieprzytomnie. Moje serce rozszalało się jak przerażony ptak w klatce. Tym właśnie było moje serce w jego obecności, spłoszonym bezbronnym stworzeniem, które nie miało drogi ucieczki.
– Zatańczysz ze mną? – zapytał rozplatając dłonie.
Zmarszczyłam czoło, zaskoczona tą nagłą zmianą tematu i nastroju. Przełknęłam głośno ślinę i pokręciłam przecząco głową. Adrian zacisnął mocno wargi, a potem odwrócił się nagle i ruszył w tłum ludzi. Ale nagle zatrzymał się i potarł ręką kark. Nie wiem dlaczego, ale nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Obserwowałam go z mocno bijącym sercem. Po kilku sekundach podniósł do góry głowę, jakby wznosił przekleństwo do niebios, albo jakby dopadła go rezygnacja, ponownie odwrócił się w moją stronę i zbliżył na wyciągnięcie ręki.
– Haniu, zatańcz ze mną, proszę – wymówił wolno i z naciskiem.
Wpatrywałam się w niego nie do końca wiedząc, co wyprawia i dlaczego ponownie nam to robi. Wyciągnął w moją stronę dłoń. Miałam wrażenie, że nie prosi mnie do tańca, ale zaprasza do swojego świata. Chciał, żebym się mu poddała. Zrobiłam to. Ale tylko dzisiaj i tylko na te kilka chwil. To wszystko co mogłam mu dać.
Włożyłam w jego rękę dłoń. Poczułam ciepło, które zaczęło się rozchodzić po całym moim ciele. Adrian splótł nasze palce, przyglądając się im z niedowierzaniem. Potem idąc tyłem, pociągnął mnie za sobą na środek zapchanego parkietu. Zatrzymał się, zrobił w moją stronę krok, a potem objął mnie delikatnie ramieniem w pasie. Nie było w tym geście zaborczości, ani nachalności. Wręcz przeciwnie. Co prawda jego ruchy były zdecydowane, ale też delikatne. W tle leciał Fallin' All In You Shawna Mendesa, a my zaczęliśmy się poruszać w takt tego melodyjnego kawałka.
Nie rozmawialiśmy ze sobą, nie obrzucaliśmy się oskarżeniami. Po prostu tańczyliśmy i było mi dobrze.

1 komentarz:

  1. Ja chcę jeszcze ... czytając zapominam o całym świecie uwielbiam

    OdpowiedzUsuń