środa, 13 czerwca 2018

WE KRWI rozdział 4

*


Właśnie potwierdziło się to, co dręczyło mnie od momentu, gdy ją dziś zobaczyłem. Wciąż bardzo mi na niej zależało. Trzymałem ją w ramionach i jedyne, czego chciałem, to zatrzymać czas i nigdy jej z nich nie wypuszczać. Nie pozwolić jej uciekać. Wiedziałem jednak, że jej nie zdobędę, jeśli dalej będę się zachowywał, jak dotychczas. Olśniło mnie dopiero w momencie, w którym poprosiłem ją do tańca, a ona odmówiła. Hania się bała. Bała się osaczenia i nachalności, a ja w swoim egoizmie nawet nie zwróciłem na to uwagi. Atakowałem ją, a ona się broniła.

Byłem idiotą.
Zamknąłem oczy i nachyliłem się nad jej odkrytym ramieniem. Próbowałem. Bóg mi świadkiem, że próbowałem nie robić niczego dziwnego i niestosownego, ale nie potrafiłem się powstrzymać i najpierw zaciągnąłem się jej zapachem, a potem musnąłem ustami odkrytą skórę na jej karku. Hania zadrżała, ale nie odsunęła się ode mnie, co tylko bardziej mnie ośmieliło. Już miałem powtórzyć ten gest, ale wtedy nagle zmieniła się muzyka. Zrobiło się poruszenie, a na parkiecie zaroiło się od amatorów żywszych rytmów.
Wbrew instynktowi odsunąłem się od Hani i wypuściłem jej dłoń. Jeśli miałem znowu próbować, nie mogłem się zachowywać jak kretyn. Nie można kogoś zmusić do uczuć i miałem tego świadomość, ale byłem człowiekiem, który nie poddawał się łatwo. Tak mnie zaprogramowano. I teraz również nie mogłem tak po prostu odejść. Musiałem działać subtelniej i z rozwagą.
Nachyliłem się nad nią i oznajmiłem:
– Coś mi stuka w aucie. Mogłabyś zajrzeć mi pod maskę?
Hania otworzyła ze zdziwienia usta, a ja dopiero wtedy zorientowałem się, jak to zabrzmiało.
– To znaczy pod maskę mojego samochodu…w sensie sprawdzenia, co tam się zepsuło, a nie że… – zacząłem się jąkać i pocić.
Hania przyglądała mi się z delikatnym grymasem uśmiechu. Odetchnąłem z ulgą, widząc, że nie potraktowała tego jak najtańszego z podrywów. Nigdy w życiu nie denerwowałem się tak w kontaktach z dziewczynami, nawet wtedy, gdy byłem chuderlawym nastolatkiem. Nie wiem, dlaczego przy Hani plątał mi się język i nie potrafiłem sklecić jednego składnego zdania.
– Nie zamierzasz chyba w swoim samochodzie czegoś popsuć? – zapytała z rozbawieniem, mrużąc podejrzliwie oczy.
Tłum ludzi zepchnął nas pod ścianę. Hania oparła się o nią plecami, a ja utworzyłem z moich ramion coś na kształt kokonu, w którym ją zamknąłem, żeby nikt nie trącał jej łokciami i nie nadeptywał na jej stopy. Była taka drobna i delikatna.
– Za kogo ty mnie uważasz? – złapałem się teatralnie za serce.
Oczywiście nic mi w aucie nie stukało, ale mogłem trochę poudawać dla dobra sprawy.
Hanka pokręciła głową i odsunęła z policzka kosmyk włosów. Zapatrzyłem się na ten gest i zapragnąłem ją pocałować. Jak tamtego wieczoru, gdy wybraliśmy się na naszą pierwszą randkę, którą na niej wymogłem zakładem. Założyliśmy się, że jeśli wygram z nią w bilard, to się ze mną umówi. Zapomniałem jej tylko wspomnieć, że jestem cholernie dobry w tym sporcie.
Pamiętam każdy szczegół tamtego spotkania i każdy jej uśmiech. W pierwszej chwili wydała mi się strasznie nieśmiała, ale po kilku kąśliwych uwagach i uszczypliwościach stwierdziłem, że daleko jej do wstydliwego niewiniątka. To tylko dołożyło do pieca mojej fascynacji.
– Już sama nie wiem, Adrian – odpowiedziała przyglądając mi się z ukosa.
Uśmiech na jej ustach malał, a w oczach pojawiło się jakby niedowierzanie. Od jej spojrzenia zabiło mi mocniej serce, a w uszach zadudniła krew.
– A co wiesz? – tylko tyle zdołałem z siebie wydusić, gdy nachyliłem się do niej, żeby mogła mnie dosłyszeć.
Nic więcej. Żadnych żartów, żadnych wygłupów i flirtów. Po prostu chciałem wiedzieć, co o mnie myśli.
Uśmiechnęła się nieznacznie i odpowiedziała, że musi wracać do znajomych. Odbiła się rękoma od ściany, odwróciła do mnie plecami i ruszyła w tłum. Skinąłem zawiedziony głową, próbując opanować rozczarowanie, ale wtedy Hania zatrzymała się, zawróciła i krzyknęła:
– Jeśli w twoim aucie naprawdę coś stuka, to przyjedź jutro do warsztatu! Będę tam do osiemnastej.
Zanim zdołałem zareagować, moje blond utrapienie zniknęło mi z oczu, zostawiając mnie z szerokim wyszczerzem, którego nie powstydziłby się sam Joker.
Pojawiłem się w tym klubie tylko po to, żeby wytknąć jej błąd, gdy oskarżyła mnie o to, że jej nie słuchałem. No dobra, nie tylko po to. Chciałem ją zobaczyć, ale nie spodziewałem się takiego obrotu sytuacji.
Czy jej „przyjedź jutro do warsztatu” oznaczało randkę? Pewnie nie, ale czy nie mogłem sobie trochę pofantazjować?
Żeby nie naciągać mojego farta, względnie trzeźwy i w zajebistym humorze, postanowiłem zakończyć ten wieczór. Po tylu tygodniach zastanawiania się, co nie zagrało i co zrobiłem źle, dzisiaj otrzymałem kolejna szansę. Ponownie się uśmiechnąłem. Przechodząca obok mnie długonoga dziewczyna odpowiedziała mi tym samym i zatrzymała się, jakby oczekiwała na to, że ją zaczepię. Nie zaczepiłem. Raz jeszcze posłałem jej szeroki uśmiech i wyminąłem w drodze do korytarza.
Gdy znalazłem się na chodniku przed klubem, usłyszałem swoje imię, a właściwie idiotyczny przydomek.
– Wakacyjny Adrian! – rozbrzmiało głośniej za moimi plecami.
Wywróciłem oczami, ale zatrzymałem się i westchnąłem. Odwróciłem się z ociąganiem i podniosłem znacząco brwi.
 – Adrian w zupełności by wystarczyło – odezwałem się, zakładając ręce na piersi.
Kamil uśmiechnął się półgębkiem i skinął głową, wskazując na cichszy kąt pod ścianą klubu. Wokół roiło się od przechodniów, a nieopodal ciągnęła się kolejka spragnionych latynoskich rytmów balowiczów.
– Co jest? – zapytałem kumpla Hani.
– Nie wiem, co tam między wami jest, ale chciałem ci tylko powiedzieć, że jeśli ją wychujasz w jakikolwiek sposób, to cię załatwię tak, że rodzona matka cię nie pozna – uśmiechnął się prawie przyjaźnie.
Ponieważ nie była to pierwsza w życiu groźba, jaką usłyszałem pod swoim adresem, nie zadrżała mi nawet powieka.
– Dobrze wiedzieć – odparłem spokojnie.
Kamil zmrużył oczy dla lepszego efektu, ale i to nie zrobiło na mnie wrażenia.
– Nie żartuję, Wakacyjny Adrianie – powiedział, powstrzymując wybuch rechotu – Jak Hanka przyjdzie do mnie z choćby jednym zażaleniem na ciebie, to ci wpierdolę – wycelował we mnie palec.
– Zanotowałem za pierwszym razem – odparłem, rozplatając ręce – Nie zamierzam jej w żaden sposób wykorzystywać, ani krzywdzić – dodałem, bo rozumiałem, że te jego pogróżki to nic innego, jak troska o Hanię.
– Dlaczego zagiąłeś na nią parol? Kiwniesz palcem i masz na początek dziesięć lasek, które rozłożą przed tobą nogi. Dlaczego ona? Hanka nie potrzebuje dodatkowych stresów w życiu i kolejnego frajera, który ją wykorzysta i porzuci – powiedział, a na jego twarzy pojawił się grymas odrazy.
– Ktoś ją wykorzystał i porzucił? – wyrzuciłem z siebie, czując jak zalewa mnie wściekłość.
Kamil sapnął z frustracji.
– Tak. Był ktoś taki, ale nie do mnie należy gadanie z tobą o jej życiu. Sama musi to zrobić.
Skinąłem w zamyśleniu głową. Wszystko zaczynało być jasne i zrozumiałe. To dlatego była taka nieufna i wolała nie wikłać się w kolejny związek. Gość musiał ją nieźle poturbować, pomyślałem.
Skurwiel.
– Nie lituj się nad nią – ocknąłem się z chwilowego zamyślenia i popatrzyłem kolesiowi w oczy. – Nienawidzi tego. Chce, żeby ludzie widzieli w niej kogoś silnego i samowystarczalnego.
– A nie jest taka?
– Jest, ale człowiek nie może być cały czas silny – powiedział – I nie może być do końca życia sam – dodał, co odebrałem, jako pewnego rodzaju zachętę.
Może trochę na wyrost, ale nic nie mogłem na to poradzić.
– Nie chcę jej skrzywdzić – powtórzyłem, tym razem pewniej i zdecydowanie.
– Jasne – odparł z lekką ironią – Nikt nie chce.
Nie czekając na moją odpowiedź, ani nie żegnając się ze mną w żaden sposób, odwrócił się i odszedł. Patrzyłem za nim kilka sekund, a potem ruszyłem w stronę pobliskiego przystanku autobusowego.
Zatrzymałem się pod wiatą i wyciągnąłem telefon, żeby wysłać do Hani SMS-a, ale zobaczyłem nieodebrane połączenie od Anki. Oddzwoniłem. Odebrała po dwóch sygnałach.
– Hej Adi, jesteś dziś wolny? – zapytała z lekkim uwodzicielskim zaśpiewem.
Widzieliśmy się rano, a ona ponownie chciała się widzieć, chociaż umówiliśmy się za kilka dni. Już miałem odpowiedzieć, że spoko, niech wpada, ale w tym momencie zdałem sobie sprawę, że nie mam ochoty na jej towarzystwo. W każdym razie nie dzisiaj, gdy wszystkie moje myśli znajdowały się w zupełnie innym miejscu.
– Ania, sorry, ale nie dziś – odparłem niepewnie.
Nie chciałem jej urazić, ale nie czułem tego. Nie dziś i nie w tej chwili.
Po ponownym zetknięciu się z Hanią, nie potrafiłem myśleć o nikim innym. Znowu rzuciła na mnie czar.
– Spoko – odparła lekko, ale zaraz dodała – Wszystko okej?
No tak. Ja i wymigiwanie się od seksu nie było czymś normalnym.
– Tak. Ale…nie mam dziś nastroju. Chyba łapie mnie jakieś paskudztwo – skłamałem, bo jeszcze nigdy jej nie odmówiłem.
Zaśmiała się perliście w słuchawkę.
– Dzięki za ostrzeżenie. W tym tygodniu mam kilka ważnych zaliczeń i nie mogę się rozchorować – zastrzegła.
Czułem się źle okłamując ją, ale doszedłem do wniosku, że w ten sposób nie sprawię jej przykrości. Nie chciałbym, żeby w naszej przyjaźni zaczęło się coś psuć. Naprawdę ją lubiłem.
Pożegnaliśmy się, a ja zrezygnowałem z czekania na autobus i ruszyłem przed siebie pieszo. Musiałem nawdychać się świeżego powietrza, żeby móc zasnąć, bo czułem, że czekają mnie trudności z zaśnięciem. Patrzyłem przed siebie, ale jedynie, co widziałem to półuśmiech na ustach Hani, gdy skończyliśmy taniec. Uwielbiałem jej uśmiech i te cholerne dołki, które ktoś umieścił w jej policzkach tylko po to, żeby doprowadzać mnie do szaleństwa. Pokręciłem głową i parsknąłem w głos.
Czułem jak coś rozsadza mnie od wewnątrz. Musiałem z kimś pogadać. W zasadzie to na tego typu tematy mogłem pogadać tylko z jedną osobą. Dochodziła jedenasta, ale znając moją siostrę mogłem mieć niemal stuprocentową pewność, że jeszcze nie spała. Chyba, że molestowała tego biedaka, Oskara. Człowiek nie ma z nią życia. Raz nawet miałem nieprzyjemność natknąć się na ich akcję. Co prawda na samo preludium, ale do tej pory mam z tego powodu koszmary.
Odebrała po trzecim sygnale.
– Piłeś? – przywitała się.
No tak. Sobotni wieczór. Pewnie myśli, że się nawaliłem i zgubiłem portfel, albo coś takiego i dzwonię, żeby ją o tym poinformować. W sumie nic nowego, pomyślałem z rozbawieniem.
– Nie. A ty? – zapytałem.
– W zasadzie to tak – odparła i wybuchnęła pijackim śmiechem.
W tle zawtórowało jej kilka innych głośnych parsknięć i pokrzykiwań. Byli na imprezie?
I kto tu jest teraz zapijaczoną mordą, pomyślałem. Moja siostra uwielbiała mnie tak nazywać w trudnych dla mnie chwilach. Westchnąłem głośno, żeby pokazać, że jestem jej postawą rozczarowany. Jak na starszego brata przystało, oczywiście. Co prawda starszego tylko o trzy minuty, ale zawsze.
– Co jest Adrian – usłyszałem, że w tle zrobiło się ciszej. – Masz jakiś dziwny głos. Coś się stało? – w jej rozbawionym dotąd głosie pojawił się niepokój, chociaż z całych sił próbowała go opanować.
To przerażające, jak dobrze się znaliśmy. Potrafiliśmy w sobie rozpoznawać takie subtelne zmiany, nawet na odległość.
– Nie – zaprzeczyłem pospiesznie, bo nie mogłem znieść myśli, że chociaż przez sekundę będzie się czymś zamartwiała. Życie w ostatnich miesiącach nie za dobrze się z nią obeszło. Chciałem jej oszczędzić wszystkiego, co mogłoby ją zasmucić, czy zestresować – Chciałem tylko pogadać o…Hani – przygryzłem mocno dolną wargę, czekając na jej rekcję.
– O twojej Hani? – zdziwiła się. – Nie mów, że cały czas jesteś w niej zadurzony.
Nie komentując niedowierzania w jej tonie, opowiedziałem w jakich okolicznościach ponownie spotkałem moją wróżkę.
– No co ty? – tym razem się roześmiała.
– Co w tym śmiesznego? – żachnąłem się. 
Liczyłem na jej dobrą radę, a nie potraktowanie tej opowieści, jako anegdoty.
– Wszystko – kontynuowała i usłyszałem jak odsuwa od siebie słuchawkę i wydziera się w niebogłosy, przywołując Oskara.
Opowiedziała mu usłyszaną ode mnie historię i to by było na tyle jeśli chodzi o siostrzaną dyskrecję. Po tym jak skończyła, usłyszałem w słuchawce głośny rechot Oskara.
– Słyszysz? – wróciła do mnie głosem – Oskar też uważa, że to zabawne. 
– Normalnie para klaunów – burknąłem.
– Dobra – powiedziała, gdy się trochę uspokoiła. – To co z Hanią? Co mówiła? Dlaczego cię olała?
Otworzyłem usta, ale nic się z nich nie wydostało. Prawda była taka, że nie znałem odpowiedzi na te pytania. Nie rozmawialiśmy o tym, co się wydarzyło w wakacje. Nie pytałem, ponieważ wszystko odbyło się zbyt szybko, a ja wciąż byłem oszołomiony.
– Nie mam pojęcia – odparłem. – Nie gadaliśmy o tym. Nie było kiedy.
– Co zamierzasz? – zapytała ciszej.
– Właśnie dlatego do ciebie dzwonię. Żebyś to ty mi powiedziała, co mam robić.
– Ja? – pisnęła, aż musiałem odsunąć słuchawkę od ucha.
– A kto? – zdziwiłem się.
Ada westchnęła głośno i wypuściła z ust powietrze.
– Adrian, czy ty jesteś w niej zakochany? Ale tak naprawdę. Poważnie i nie z doskoku? – zapytała – Czy tu nie chodzi o to, że po prostu podoba ci się…nie wiem, gonienie za króliczkiem?
– Myślisz, że chciałoby mi się? Myślisz, że nie przerzuciłbym się na jakiegoś innego, łatwiej dostępnego króliczka? – zapytałem.
Czy oni wszyscy mieli mnie za jakiegoś pojeba, który w momencie, w którym laska mu odmawia, zmienia się w nagrzanego psychopatę?
– W sumie racja. Za leniwy jesteś – dodała w zamyśleniu.
– No właśnie.
– Czyli się zakochałeś? – upewniła się.
– Tak. Zakochałem się. Zakochałem się tak, że chyba zacznę zaraz wyć do księżyca – prawiekrzyknąłem.
– Przecież jest nów i wyglądałbyś idiotycznie – powiedziała zupełnie poważnie – To będzie ciężka przeprawa. Zdajesz sobie z tego sprawę?
– Owszem, zdaję sobie z tego sprawę. Od jej kumpla wiem, że ktoś mocno ją skrzywdził – powiedziałem cicho i na samą tę myśl dłonie zacisnęły mi się w pięści. 
– To przykre, ale co oprócz tego tak o niej wiesz, Adrian? Znasz jej rodzinę?
– Kuzyn, który regularnie rzyga mi na balkon się liczy?
Zaśmiała się. Przyjemnie było słyszeć jej śmiech i widzieć ją taką szczęśliwą. Wcześniej nie zwracałem na to uwagi. Byłem egoistycznym dupkiem, aż do tego dnia, gdy omal jej nie straciłem. Wtedy dopiero przyjrzałem się jej życiu i zauważyłem różnicę w tym, jaka Ada była kiedyś i jaka jest teraz. Oskar przywrócił ją do życia, a ona zrobiło to samo dla niego. To kurewsko romantyczne, ale tak przedstawiała się prawda.
– Pytam poważnie. Trochę się razem prowadzaliście na wakacjach. Co o niej wiesz? – drążyła.
– Poza tym, że jest miła, inteligentna, złośliwa i płochliwa? – zapytałem retorycznie – Wiem, że jest mechanikiem samochodowym i ma od zajebania kuzynów różnej maści. Ma kumpla, który chyba jest gejem – mam taka nadzieję, dodałem w myślach – Wiem, że boi się myszy i klaunów. Ma też alergię na orzeszki ziemne. Mieszka sama i… – wziąłem głęboki wdech, bo omal się nie zapowietrzyłem – I strasznie mi na niej zależy – dokończyłem ciszej.
Ada uraczyła mnie kolejnym głośnym westchnieniem.
– To zrób wszystko, żeby tego nie zepsuć. Tylko tyle mogę ci poradzić – powiedziała cicho. – A jak spieprzysz, to postaraj się to naprawić. Tylko pamiętaj, nic na siłę. Nie da się nikogo do niczego zmusić.
– Wiem, Ada. Nie jestem idiotą.
– Czasami jesteś – wytknęła rozbawionym głosem.
– Dzięki – parsknąłem – Każdy czasami jest idiotą – powiedziałem na swoją obronę.
Po tym pożegnaliśmy się. Czułem się lżej na duchu, ale w ogóle nie byłem bogatszy o jakieś przenikliwe siostrzane rady. Przypatrywałem się numerowi Hani, który kiedyś pod wpływem rozczarowania i złości wykasowałem z telefonu. Nie byłem jednak w stanie wyczyścić skrzynki z wiadomości, które między sobą wymienialiśmy na wakacjach. Nic wielkiego, tylko wskazówki, co do spotkań i kilka moich czerstwych jak sucha grahamka żartów.
Wyszukałem ostatnią wiadomość od niej. Nie była to jedna z najmilszych, bo dotyczyła tego, że nie pojawi się na randce. Przełknąłem to i napisałem:
Dobrej nocy, Haniu.
Nie spodziewałem się odpowiedzi, ale ta przyszła niemal natychmiast.
Dobrej nocy, Adrian.
Uśmiechnąłem się szeroko, aż rozbolały mnie kąciki ust.




*foto: kacey carrig

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz