czwartek, 4 października 2018

WE KRWI rozdział 6



Wróciłem do mieszkania, ale nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Hania po tym, co jej powiedziałem zrobiła się bardzo nerwowa i postanowiłem dać jej czas na ochłonięcie. Nie wiem, czy nie popełniłem błędu tak otwarcie rzucając jej przed stopy swoje zadurzenie…ale nie mogłem tego powstrzymać.

Coś ścisnęło mnie w środku, gdy wyznała z tą swoją udawaną hardością w oczach, że matka ją porzuciła. Te ręce schowane w za dużych rękawach bluzy i rumieńce złości na jej policzkach…Chryste, tylko ostatkiem sił nie rzuciłem się na nią i nie wziąłem jej w ramiona, żeby tulić ją do utraty tchu. Kto przy zdrowych zmysłach mógłby porzucić kogoś tak wspaniałego, jak Hania?
Do rzeczywistości przywołał mnie SMS od kumpla, który wracał dziś do Wrocławia z rodzinnego łona.
Impreza w akademiku Elizy. Piszesz się?
Eliza, jego dziewczyna studiowała na Uniwersytecie Wrocławskim i w jej akademiku często organizowano biby, albo zwykłe posiadówki. Dzisiaj jednak nie byłem w formie. Już miałem mu odpisać, że pasuję, ale w ostatniej chwili zmieniłem zdanie. Musiałem zająć czymś głowę, żeby nie rzucić wszystkiego i nie jechać do Hanki i sterczeć pod jej mieszkaniem.
No raczej.
Impreza miała się rozpocząć późnym wieczorem, wiec mogłem jeszcze skończyć zaległy projekt i wyskoczyć na rolki. Lubiłem, gdy Konrad wybywał na weekendy, bo miałem dla siebie całe lokum i mogłem się spokojnie uczyć i spotykać z Anką…Anka. Przypomniałem sobie, że przecież spławiłem ją wczoraj, wymyślając jakieś choróbsko. Kumpela była bliską koleżanką Elizy – dzięki niej się właśnie poznaliśmy – i na pewno będzie na imprezie.
Westchnąłem głośno, bo nie znosiłem takich sytuacji. Nie wiedziałem, na czym stoję z Hanią. Nawet nie dogadaliśmy się, co do kolejnego spotkania, ale nie mogłem okłamywać Anki. Nie była moją dziewczyną, nie musiałem się jej z niczego tłumaczyć, a jednak czułem dyskomfort spławiając ją w taki sposób. Pytanie tylko, czy powinienem dalej kontynuować ten układ.
Walnąłem się na łóżko i zasłoniłem dłońmi twarz. Jakie to wszystko skomplikowane, pomyślałem. Lekarstwem na bolączki wszelkiej maści był dla mnie ruch. Nie zastanawiając się zbyt długo spakowałem do plecaka rolki i zatrzasnąłem za sobą drzwi. W parku założyłem na nogi mój ukochany sprzęt i z rozpędem ruszyłem ścieżkami rowerowymi, którymi mógłbym już poruszać się na oślep, bo znałem tę trasę na pamięć. Każde drzewo i każdą alejkę.
Po godzinie intensywnego wysiłku wcale nie czułem się spokojniejszy. W środku czułem niestygnącą potrzebę ponownego zobaczenia się z Hanią. Wiedziałem jednak, jak kończyły się moje zbyt nachalne podchody. Nie był to przecież mój pierwszy raz, gdy próbowałem ją sobą zainteresować. Ostatnim razem wszystko zmieniło się w totalną katastrofę i gdybym teraz próbował podobnych sztuczek, skutek byłby identyczny.
Wróciłem do domu cały zgrzany i od razu wskoczyłem pod prysznic. Gdy wyszedłem rozmroziłem kilka wytrawnych, które mama zrobiła mi przed wyjazdem. Kochałem moją mamę za te zapasy, którymi mnie obdarowywała przy każdej wizycie. Po napełnieniu żołądka, popędziłem na przystanek tramwajowy. Zanim dotoczyłem się tym wehikułem czasu pod właściwy adres, omal nie usnąłem. Wyskoczyłem na właściwym przystanku i ruszyłem w kierunku pięciopiętrowego budynku, który służył studentom uniwerku za akademik. Wcześniej, w pobliskim sklepie całodobowym zaopatrzyłem się w alkohol.
Przez portiernię przemknąłem bez żadnego problemu, ponieważ nie było nikogo w kanciapie. Nie chciałem ryzykować natknięcia się na osławioną panią Zdzisię, dlatego wolałem nie czekać na windę, tylko od razu pobiegłem schodami na górę. Niedzielne wieczory w akademikach zazwyczaj były spokojne, ale dzisiaj na korytarzach było pełno ludzi i zewsząd docierała muzyka.
Przywitałem się z kilkoma znajomymi, których kojarzyłem z poprzednich imprez i od razu skierowałem się do pokoju Elizy, skąd dochodziły głośne bity. Nie pukałem, po prostu wszedłem. Od razu przywitała mnie specyficzna mieszanka zapachowa stworzona z jakichś silnie owocowych perfum, alkoholu i pizzy. Jak to dziewczyny miały w zwyczaju, w ich pokoju zawsze panował względny ład i porządek. Obie kumpele znane były ze swojego zamiłowania do porządku, który musiał być zachowany nawet podczas imprez.
W pomieszczeniu znajdowało się kilkoro naszych wspólnych znajomych, z którymi przywitałem się głośnym „cześć”. Od progu zauważyłem Ankę, która na mój widok uśmiechnęła się szeroko. Po raz któryś z kolei uderzyło mnie to, jaka ta dziewczyna była piękna. Smukła, co podkreślały obcisłe dżinsy, i kurewsko seksowna. Rozpuściła długie, ciemnobrązowe włosy, które ciężką opadały na jej ramiona i plecy. Nie było kolesia, który nie próbowałby z nią swoich sił, ale ona była wybredna. Po którejś z łóżkowych sesji wyznała mi, że kręcą ją tylko bardzo przystojni faceci, co szczerze mówiąc strasznie połechtało moje ego. W końcu wybrała mnie.
Miała wszystko i była wszystkim, czego mógłby pragnąć facet. Nie tylko na zewnątrz. Była zabawną i inteligentną dziewczyną. Dlaczego, do jasnej cholery, nie czuję do niej nic, oprócz sympatii i pożądania? Czy nie byłoby łatwiej, gdybym mógł zadurzyć się w niej, dziewczynie, która na mój widok cała się rozpromienia, a nie w tej, która widząc mnie na horyzoncie wywraca oczami tak mocno, że grozi to zwichnięciem gałek?
Musnąłem ustami jej ciepły i gładki policzek.  
Nie wiem, czy inni domyślali się, że razem sypialiśmy i szczerze mówiąc było mi to obojętne. Ance zresztą też, co często powtarzała, ale nie musieliśmy przecież karmić ciekawości innych, dlatego przy wspólnych znajomych zachowywaliśmy się, jak para dobrych kumpli. Tym też zresztą byliśmy. 
– Wyzdrowiałeś? – zapytała, szturchając mnie w ramię.
– Znasz mnie. Jestem nie do zdarcia – posłałem jej szeroki wyszczerz.
Nie czułem się dobrze okłamując ją, ale na razie musiałem się zastanowić nad tym, co mam dalej z tym wszystkim robić. Nie chciałem być małym żałosnym chujkiem, który będzie ją trzymał blisko na wypadek chcicy, gdyby akurat z Hanką wszystko się pochrzaniło. Chodziło o to, jak mam to zakończyć. W teorii wszystko to wydawało się takie proste, westchnąłem w myślach, otwierając sobie piwo.
– Chcesz? – zwróciłem się do Ani, która przysiadła obok mnie na jednym z dwóch łóżek.
Nigdzie nie widziałem mojego współlokatora Konrada. Elizy zresztą też nigdzie nie było, więc założyłem, że poszli się gdzieś w kącie należycie „przywitać”.
– Idziemy dziś do mnie? – zapytała Anka, sugestywnie oblizując usta. – Chyba, że Konrad zostaje na noc u Elizy – podniosła w zastanowieniu brew.
– Dzisiaj? – zapytałem, nie mogąc ukryć zdziwienia w głosie i żeby to zamaskować wziąłem spory łyk piwa.
Nie sądziłem, że do tej rozmowy dojdzie tak szybko. Myślałem, że po wczorajszym poranku Anka nie odezwie się tak szybko. W tym tygodniu miała jakieś ważne zaliczenia, więc uznałem, że skupi się na nauce, a tym czasem już drugi raz w ciągu doby musiałem jej odmawiać.  
Anka zmrużyła podejrzliwie oczy.
– Słuchaj. Jak nie masz ochoty, to spoko – powiedziała na pozór obojętnie.
– Nie – odparłem natychmiast, bo nie chciałem, żeby poczuła się odrzucona.
Może mówić, co chce, ale wiedziałem, że właśnie tak by to odebrała. Nie wiem też, co bym poczuł, gdyby po mojej odmowie zdecydowała się spotkać z kimś innym. Najwyraźniej przyjaźń z bonusem nie była do końca mądrym posunięciem, czego potwierdzenie miałem dokładnie w tej chwili, gdy nie potrafiłem ani rozszyfrować, ani nazwać tych sprzecznych emocji.
– Po prostu mnie zaskoczyłaś – uśmiechnąłem się – Nie sądziłem, że po przedwczorajszym maratonie masz jeszcze na coś siłę.
Anka parsknęła śmiechem i od razu się rozluźniła. Odrzuciła do tyłu włosy i spojrzała na mnie z politowaniem.
– Zapominasz Adi, że to wy, faceci musicie się regenerować.
– Sorry, ale ja nie wiem, o czym ty mówisz – ścisnąłem ją dla żartu za ramię.
– To jak? – popatrzyła mi prosto w oczy, a ja nie miałem na tyle odwagi, żeby zbyt długo odwzajemniać to spojrzenie.
Szybko odwróciłem głowę i spojrzałem w kierunku drzwi, gdzie na szczęście pojawił się mój współlokator. Skinąłem mu głową, a on widząc, ze mam towarzystwo, uśmiechnął się znacząco.
– Jasne – odparłem i dodałem, że ugadamy szczegóły, jak poznamy plany Konrada i Elizy.
Czułem się jak gnida, ale nie potrafiłem jej wyjaśnić, że od naszego ostatniego spotkania wszystko się zmieniło. Że to wszystko przez pewną jasnowłosą mechaniczkę, na którą zachorowałem w wakacje i do tej pory nie potrafiłem się wyleczyć.
Impreza rozrosła się też na część kuchenną i zahaczyła o sąsiedni pokój. Ściszono muzykę, bo dochodziła dziesiąta, a pani Zdzisia nie tolerowała zakłócania spokoju. Była to jedna z tych lekkich imprez, gdzie głównym trunkiem było piwo, a zagryzką pizza. Dla mnie było okej, bo po dzisiejszym dniu, nie czułem palącej potrzeby zalania się w trupa. Już nie.
Sącząc trzecie piwo, wyciągnąłem telefon i napisałem SMS-a. Stałem oparty o framugę drzwi i obracałem telefonem w dłoni. Dłuższą chwilę zastanawiałem się, czy wysłać wiadomość, ale w końcu nacisnąłem przycisk wysyłania. Uśmiechnąłem się do siebie, czekając z niecierpliwością na odpowiedź. Po chwili podniosłem wzrok i napotkałem czujne spojrzenie Ani. Dziewczyna szybko odwróciła głowę i skupiła się na rozmowie z jakąś nieznaną mi dziewczyną.
Znowu ukłuło mnie to cholerne poczucie winy. Miałem wrażenie, że kogoś zdradzam, nie miałem tylko pojęcia kogo.
– Jak tam? – zagadnął mnie Konrad, który wyłonił się z łazienki – Tęskniłeś pod moją nieobecność?
Był ciemnowłosym, wysokim i barczystym kolesiem, który posturą przypominał amerykańskiego futbolisty. Gdy stanął obok mnie, mimo moich stu osiemdziesięciu trzech centymetrów, czułem się przy nim jak niziołek. Co zabawne, Eliza była jego totalnym przeciwieństwem. Miała długie kręcone blond włosy i sięgała mu zaledwie do ramion. Mimowolnie pomyślałem o sobie i Hani. Czy my razem też tak wyglądamy? Uśmiechnąłem się, ale szybko się opanowałem.
– Zajebiście – odparłem – A Ty? Przywiozłeś chociaż jakiegoś mamuciego schabowego od mamy – dodałem, nawiązując do ostatniej wałówki Konrada, w skład której wchodziły kotlety o średnicy trzydziestu centymetrów.
Konrad parsknął, a potem zaczął mnie wypytywać, jak minął mi weekend, niedyskretnie wskazując skinieniem głowy na pogrążoną w rozmowie Ankę. On oczywiście wiedział o układzie, który zawiązaliśmy z Anią, ale zazwyczaj starał się być dyskretny. W końcu chodziło o przyjaciółkę jego dziewczyny. Jako urodzony dżentelmen, nie gadałem z kumplami o takich sprawach. Teraz nie było inaczej. Nie omieszkałem mu jednak wspomnieć o zarzygańcu z góry, co w naturalny sposób przekierowało moje myśli na Hanię.
– Jebany – podsumował rozbawiony – Szkoda, że mnie nie było. Kazałbym mu to zeżreć – dodał, a ja mu totalnie uwierzyłem.
Poczułem wibrowanie w kieszeni i w pośpiechu sięgnąłem po telefon, żeby odczytać wiadomość. Na moje „Śpisz Mechaniczko”? otrzymałem „Co znowu? Dalej coś ci stuka?”. Uśmiechnąłem się tak szeroko, że zabolały mnie kąciki ust.
– A ty co? – Konrad trącił mnie łokciem w brzuch – Najarałeś się czymś?
– Tak jakby – odpowiedziałem, nie mogąc przestać się uśmiechać.
Odpisałem:
 A jeśli tak, to co?
Konrad zerknął mi telefon i zapytał zdziwionym głosem:
– Kto to jest Hania? Kręcisz z dwoma laskami?
– Co? Nie – skrzywiłem się. – Przecież nie mam nikogo, to jak mogę kręcić z dwoma – zapytałem urażony.
Może dla kogoś innego bawienie się w takie gierki było szczytem zajebistości, ale mnie mierziły tego typu zagrywki. Z tego, co wiedziałem Konrad miał podobne poglądy, chociaż nigdy nie powiedział ich na głos. Jednak przez dwa ostatnie lata poznałem go na tyle, żeby zaryzykować takie stwierdzenie.
– A Anka? – wskazał ręką na dziewczynę, a ja szybkim ruchem odepchnąłem jego dłoń.
– Chryste, przecież my nie jesteśmy razem. Co z tobą? – obruszyłem się, bo te pytania dokładały cegiełek do moich wyrzutów sumienia, których w zasadzie nie powinienem mieć.
– Nic. Ale ja nie wierze w takie układy. To tylko takie pierdolenie o pieprzeniu się z kumplem bez żadnych oczekiwań. Zawsze się komuś coś w głowie poprzestawia i tyle – wzruszył ramionami, jakby to miało wszystko wyjaśnić.
– A ty co? Jesteś na świeżo po kolejnym poradniku, czy jak?
Konrad miewał fazy jarania się książkami coachingowymi w stylu „Znajdź w sobie ukrytego plackożercę”, albo „Osiągnij sukces w życiu poprzez regularne jedzenie kiszonej kapusty”.
– Ta, o tym jak z byle gówna ukręcić sobie stryczek – wypił piwo do dna i posłał Elizie promienny uśmiech, na który odpowiedziała wypuszczonym w powietrze całusem.
– Jesteście odrażający – rzuciłem, oczywiście tylko udając zniesmaczenie.
Tych dwoje stanowiło połówkę całości, co prawda dość zjebanej, ale jednak. Przyglądałem się, jak padają sobie w ramiona całują się, nie zważając na to, co dzieje się dookoła. Gdy przyszedł kolejny SMS, oderwałem wzrok od gołąbeczków i z przyspieszonym biciem serca zabrałem się za czytanie:
Jeśli cały czas słyszysz pukanie, to radzę skonsultować to z najbliższym psychiatrą.
Zaśmiałem się i pokręciłem głową. Cała Hania. Przed oczami stanęła mi jej postać w za dużej bluzie z dłońmi schowanymi w rękawach. Zalała mnie ogromna fala czułości, troski i cholera wie, czego jeszcze. Chciałem ją zobaczyć.
W tym samym momencie poczułem dłoń na swoim przedramieniu.
– Idziemy? – usłyszałem szept przy uchu.
Zadrżałem, ale bynajmniej nie z podniecenia. Skinąłem głową i zaczęliśmy się zbierać. Anka dowiedziała się od Elizy, że Konrad zostaje u niej, więc nasze mieszkanie było wolne. Po raz pierwszy, odkąd zawarliśmy z Anią ten układ, nie cieszyłem się na wspólny seks. Jak to możliwe, że od wczoraj tak się wszystko pozmieniało?
Przez całą drogę do mojego mieszkanie milczeliśmy. Usiedliśmy w tramwaju na dwóch oddzielnych miejscach, ponieważ znowu miałem szczęście podróżować rupieciem z szeregiem pojedynczych foteli. Wpatrywałem się w plecy Ani, na których rozsypały się jej długie włosy. Ich ciemny odcień kontrastował z jasnobeżową parką, którą dziewczyna miała na sobie. Przez całą podróż zastanawiałem się, jak rozwiązać te sytuację. Owszem, byłem zdolny stanąć na wysokości zadania, jeśli chodzi o seks, ale w środku czułem wewnętrzny sprzeciw.
Za każdym razem, gdy przymykałem oczy, widziałem śliczną twarz Hani. Minęły cztery miesiące od naszego wakacyjnego spotkania, a ja miałem wrażenie, że wszystko wydarzyło się zaledwie wczoraj. To nie mógł być przypadek, że spotkałem ją w tak dużym mieście. To nie mógł być przypadek, że jej kuzyn mieszkał tuż nade mną.
Gdy znaleźliśmy się za progiem mojego mieszkania, Anka natychmiast zaczęła zrzucać z siebie ubrania.
– Rozbieraj się – zarządziła bez ogródek.
Rzuciła na podłogę kurtkę, a za nią poszły jej kozaki i luźny, czerwony sweter, w którym wyglądała dziś oszałamiająco. Została tylko w spodniach i czarnym koronkowym staniku. Gdybym powiedział, że nic we mnie nie drgnęło na ten widok, to byłbym największym łgarzem na świecie, ale było w tym wszystkim coś cholernie nie tak. Głośny zgrzyt, od którego po plecach przebiegały mi dreszcze.
Anka podeszła do mnie zmysłowy, kocim krokiem i bez ceregieli położyła rękę na moim kroczu. Jęknąłem, czując impuls, który rozszedł się po całym moim ciele. Zamknąłem oczy, poddając się wprawnym ruchom jej dłoni.
Tej nocy po raz pierwszy w życiu uprawiałem seks, myśląc o innej kobiecie, niż ta, którą miałem pod sobą. Po raz pierwszy w życiu moje ciało i mój umysł były w zupełnie różnych miejscach.
Gdy skończyliśmy, a Anka zasnęła, wymknąłem się do kuchni i długo siedziałem w ciemnościach, wpatrując się w te kilka wiadomości, które wymieniłem wcześniej z Hanką. Próbowałem dojść do porządku z własnymi uczuciami, ale miałem w głowie mętlik. Jednego byłem pewien. Musiałem zakończyć układ z Anką. Miałem tylko nadzieję, że uda nam się zachować naszą przyjaźń. Bardzo ją lubiłem i nie chciałem jej stracić.
Ciemna noc potęgowała moją tęsknotę za tą dziewczyną, która rzuciła na mnie swój niewidzialny czar. Uśmiechnąłem się na wspomnienie naszej pierwszej randki. Była taka zbuntowana i z całych sił udawała, że jest ze mną za karę, ale ja wiedziałem lepiej. Patrzyła na mnie w sposób, którego nie da się mylnie zinterpretować. Pragnęła mnie, a ja pragnąłem jej. Tego nie da się ukryć.
Od samego początku była moja.

fot. Kacey Carrig

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz