sobota, 12 października 2019

DAWNO, DAWNO TEMU...rozdział 1


– A wy? – zagadnął mnie Kuba, hot kolega mojego brata. – Jak się poznaliście? – popatrzył na mnie tymi swoimi bezdennymi, brązowymi oczami.
Siedziałam tuż obok niego i musiałam się odchylić, żeby móc na niego spojrzeć. Doprawdy, facet był zbyt przystojny, jak na mój gust. Same przez to kłopoty.
Odkąd tu przyszliśmy, trudno było mi się skupić na rozmowie. Z kilku różnych powodów. Przebudziłam się, gdy Paweł zaczął opowiadać zebranym historię skumania się z Sarą. Oczywiście przemilczał fakt, że bzyknęli się zaraz po imprezie w Noc Kupały. Nawet zastanawiałam się, czy im tego nie przypomnieć, ale powstrzymałam się w ostatniej chwili. Sara by mnie za to zatłukła, nawet teraz, gdy powodzenie jej wesela i wieczoru panieńskiego zależało w dużej mierze ode mnie.

Za niecałe dwa miesiące hajtała się z Pawłem i to mi przypadła zaszczytna rola jej świadkowej. Jezu! Jak do tego doszło? Do tej pory nie mogłam wyjść z szoku, że moja najlepsza psiapsia związała się z moim jedynym bratem i już wkrótce zostaniemy rodziną.
To wszystko było trudne do ogarnięcia rozumem.
Kuba wciąż patrzył na mnie z rozbawieniem w oczach, bo jak do tej pory nie odezwałam się słowem, jakbym zapomniała języka w gębie. Tak na mnie działał. Na całe szczęście nie tylko na mnie. Sara również przyznała się do tego, że w towarzystwie Kuby traci rezon. Nie dlatego, że się w nim podkochuje, czy coś. Chodziło o ten jego cholerny urok osobisty i fakt, że jest po prostu miłym facetem. To zbyt dużo, jak na dwie młode, niewinne dziewczyny, pomyślałam. Po prostu za dużo.
Poczułam szturchnięcie pod stołem, a potem głośne chrząknięcie. Odwróciłam głowę i napotkałam kolejne wyczekujące spojrzenie, tym razem szaroniebieskich oczu mojego chłopaka. Dobry Boże, jęknęłam w duchu. Jak to możliwe, że po tak długim czasie jego piorunujący, pochmurny wzrok wciąż tak mnie kręcił. W mojej głowie natychmiast pojawiło się kilka pomysłów na dzisiejszy wieczór, a może nawet i jutrzejszy poranek…
– Poznałem Kamilę, jak kroiła kolesi na drinki w barze. Pech chciał, że trafiło na mnie – rzucił Marcin ponad moim ramieniem.
Z oburzenia otworzyłam szeroko usta. Obok usłyszałam parsknięcie Sary.
– Nieprawda! – krzyknęłam, a wszyscy obecni zwrócili twarze w moją stronę.
Oblałam się rumieńcem. Całe szczęście, że siedzieliśmy w zacienionym miejscu pubu i nikt nie mógł tego zobaczyć. Oprócz mnie, Marcina, Sary i Pawła było kilku znajomych mojego brata, w tym wspomniany hot Kuba i dwóch kolegów Pawła z dziewczynami.
– Nie, zaczekaj – Marcin udawał przez chwilę, że się zastanawia – Nie, to nie byłaś ty – wzruszył ramionami, jakby nigdy nic i wziął łyk piwa.
Ktoś parsknął z przeciwnej strony stolika, ale nie zaszczyciłam tej osoby spojrzeniem. Kątem oka widziałam Pawła, któremu nie spodobał się ten żart, ale nie skomentował go. I dobrze. Dogadywali się z Marcinem stosunkowo od niedawna. Wcześniej się nie znosili. Dwóch samców alfa na tym samym terenie nie mogło doprowadzić do niczego dobrego.
– Ale ja pamiętam. Dostał wtedy łomot od Sary w bilard. Prawie się wtedy rozpłakał – zwróciłam się do Kuby, który dyplomatycznie zamilkł. – Pamiętasz kochanie? – odwróciłam się do Marcina, który zmrużył na mnie oczy.
Och, ale się boję, pomyślałam.
Nie mogłam się doczekać, aż stąd wyjdziemy i go ukarzę za te wygłupy. Nie zrobiłam tego teraz, bo wiedziałam, co się za tym kryło. Był zazdrosny. Uwielbiałam go prowokować, a on będąc ciemną masą jeszcze się w tym nie zorientował. Wpadał w tę pułapkę za każdym razem. Faceci.
Gdy rozmowa zeszła na zupełnie inne tematy, postanowiłam skorzystać z ubikacji, ignorując wymowne spojrzenie Marcina. Nagrabił sobie.
Był majowy wieczór i w każdym lokalu w mieście głębiły się tłumy, dlatego musiałam odczekać swoje w kolejce do toalety. Co na Boga, te dziewczyny tam tak długo robiły? Ja wchodziłam, załatwiałam potrzebę, myłam ręce i wychodziłam. Niektóre z nich przechodziły chyba do Narni, myślałam poirytowana, gdy nacisk na pęcherz zaczynał być wyjątkowo dokuczliwy.
Gdy nareszcie udało mi opróżnić kłopotliwy organ, wyszłam i natychmiast poczułam uścisk na nadgarstku.
– Idziemy! – powiedział Marcin i wyciągnął mnie na zewnątrz, przepychając się w wejściu z kilkorgiem nowoprzybyłych klientów.
Chciałam się wyszarpnąć, ale poczekałam z tym, gdy znaleźliśmy się na zewnątrz. Gdy wyszliśmy na zewnątrz, owionęło mnie chłodne wieczorne powietrz. Zadrżałam. Objęłam się ramionami. Weekend majowy był ładny i ciepły, ale wieczory były wciąż chłodne, a ja miałam na sobie koszulkę z krótkim rękawem.
– Puść mnie – syknęłam i wyrwałam rękę z jego mocnego uścisku.
Marcin stanął naprzeciwko mnie.
– Lubisz mnie prowokować, prawda? – zapytał, mrużąc oczy.
Ich kolor zmieniał się w zależności od światła dnia i jego nastrojów. W pełnym słońcu były błękitne, jak bezchmurne niebo, późnym wieczorem zmieniały barwę na szarą, a gdy Marcin się złościł niezależnie od pory dnia, skrzyły się zielenią.
– Nie wiem, o co ci chodzi? – rzuciłam, zakładając ręce na piersi.
Marcin przechylił głowę w bok, jakby chciał mi się przyjrzeć pod innym kątem. Skojarzył mi się z drapieżnikiem. Podnieciłam się. Nie wiem, co w sobie takiego miał, ale potrafił mnie pobudzić tylko takim niewinnym gestem.
Serce zatłukło mi się w piersi, ale z całych sił próbowałam zachować wkurzony wyraz twarzy.
– Gapisz się na niego, jak sroga w gnat i to wszystko, kiedy ja siedzę obok ciebie – zrobił w moją stronę krok.
– Czyli mogę się w niego wgapiać, jak ciebie nie ma obok? – zapytałam, żeby go mocniej nakręcić.
– Jeśli chcesz, proszę bardzo – powiedział przez zaciśnięte żeby – Ale…już nigdy – zniżył głos i nachylił się nade mną tak blisko mnie, że poczułam na twarzy jego ciepły oddech – Już nigdy więcej nie poczujesz na sobie mojego języka – musnął koniuszkiem języka fragment skóry za moim uchem.
Powstrzymałam jęk, który chciał się wydostać z moich ust i ciała, które było nastrojone na Marcina. Tylko na niego.
– Czy to groźba? – zdołałam z siebie wydusić na wydechu.
Marcin uśmiechnął się przy mojej szyi.
– Jeśli to cię powstrzyma przed pieprzeniem wzrokiem obcych facetów, to możesz to potraktować, jak groźbę – powiedział zachrypniętym głosem, co zdradzało, że i on jest podniecony.
– Co ty gadasz? Nie pieprzyłam nikogo wzrokiem – byłam zmuszona to skorygować, bo Marcin przesadzał.
Kuba mi się podobał, jak każdej oddychającej kobiecie, ale to było jak patrzenie na piękny obraz. Nic więcej. Kuba miał żonę, a ja przecież miałam tego głupka.
– Wiem, co widziałem – powiedział i odsunął się ode mnie, a ja poczułam się nagle strasznie zmarznięta.
Jego szczęki chodziły, jakby próbował zetrzeć na miazgę zęby. Zdziwiłam się, bo wyglądało na to, że moja krótka rozmowa z Kubą naprawdę go wkurzyła. Nie chciałam go na serio zdenerwować, próbowałam go tylko nakręcić. To, co oboje lubiliśmy. Nasz związek od samego początku nie był jednym z tych słodkich i waniliowych. Był pikantny i gorący, bo dobraliśmy się temperamentami idealnie. Dopełnialiśmy się pod każdym względem. Co prawda, oliwa dolewana do ognia nie była najlepszym pomysłem, ale nam to wychodziło na dobre, bo potrzebowaliśmy adrenaliny.
Nigdy jednak bym go celowo nie skrzywdziła. Byłam w nim totalnie zakochana.
– Nic nie widziałeś, Marcin – tym razem to ja zrobiłam krok w jego stronę i założyłam mu ręce na kark.
Marcin walczył ze sobą tylko kilka sekund, aż wreszcie odwzajemnił gest i położył dłonie na moich biodrach.
– A tak serio, Mila – zaczął, patrząc na mnie uważnie, jakby bał się przegapić najmniejszy grymas na mojej twarzy – Kręci cię ten typ?
Nie musiał precyzować, o kogo chodzi.
– Nie – odparłam szybko i pewnie. – Ty mnie kręcisz.
Jego twarz widocznie się rozluźniła. Pogłaskałam jego szorstki policzek, a potem musnęłam palcami jego kark. Musiałam stanąć na palcach, żeby dotknąć ustami jego warg. Mówiłam prawdę. Nikt mnie nie kręcił, prócz faceta, którego obejmowałam. Nigdy nie myślałam, że tak bardzo wpadnę, ale w tej chwili to mi zupełnie nie przeszkadzało. Mogłam żyć w takim stanie do końca świata.
– To dobrze – szepnął – To bardzo dobrze. – Oblizał usta – A teraz zabieraj swoje klamoty i spadamy stąd. Tylko migiem. – Odsunął się i delikatnie pchnął mnie w stronę wejścia.
Jezu, jęknęłam w duchu. Dlaczego jeszcze nie wymyślono teleportacji.
Szepnęłam Sarze na ucho, że życzę im dobrej zabawy i powiedziałam, że musimy już z Marcinem lecieć. Paweł, jak to miał w zwyczaju, posłał mi milczące karcące spojrzenie starszego brata, które zawsze mnie bawiło. Pożegnałam towarzystwo szybkim „cześć”, chwyciłam dżinsową kurtkę i torebkę, i w pośpiechu wypadłam na zewnątrz.
– U mnie, czy u ciebie? – zapytałam zdyszana.
Marcin przygryzł wargę, myśląc intensywnie.
– Tymka nie ma, ojciec na nocnej zmianie, a matka…– zastanawiał się na głos – Jest, ale ma mocny sen. Jedziemy do mnie – zadecydował i już prowadził mnie do samochodu, ale zawahałam się. Marcin zatrzymany moim szarpnięciem zahamował i spojrzał na mnie pytająco.
– Zaczekaj. Mam lepszy pomysł – powiedziałam.
Nie chciałam jechać do Marcina. Mieszkanie nie było puste, a ja potrafiłam być dość głośna podczas seksu. Meldowaliśmy się u niego tylko wtedy, gdy mielimy pewność, że nikogo nie będzie, ale w tej sytuacji wiedziałam, że nie będę w stanie się rozluźnić.
U mnie w domu był rodzicielski komplet, więc ta miejscówka odpadała w przedbiegach.
W ekspresowym tempie wystukałam wiadomość na Messengerze. SMS Sara mogła zignorować, ale wiadomości na Messengerze nigdy. Zresztą tak się tylko kontaktowałyśmy
Możemy skorzystać z waszego pokoju w hotelu?
Paweł i Sara na czas wizyt w naszym rodzinnym miasteczku wynajmowali pokój w jedynym w mieście hotelu. Oni też nie potrafili trzymać od siebie rąk z daleka, nawet na krótki czas. Poza tym nie lubili się rozstawać na noc, a zarówno w naszym małym mieszkaniu, jak i w lokum rodziców Sary było ciasno, dlatego Paweł już jakiś czas temu zdecydował się na to rozwiązanie.
Sara odpisała po kilkunastu sekundach, że jeśli chodzi o nią to nie ma spraw, ale Paweł na pewno by się nie zgodził, dlatego umówiłyśmy się przy głównym wejściu za dwie minuty, żeby mogła mi przekazać kartę do ich pokoju w tajemnicy.
– Zatrzymam go tak przez godzinę i mam nadzieję, że się wyrobicie – powiedziała, gdy wyciągnęła na otwartej dłoni kartę i gdy już chciałam ją zgarnąć, Sara zabrała dłoń – Tylko błagam, nie naróbcie bałaganu i nie…nie zostawiajcie śladów biologicznych na pościeli – skrzywiła się – My przecież będziemy musieli tam spać – dodała, akcentując wyrazy „my” i „spać”.
– Spoko. Przecież nie zamierzamy kręcić pornola – wyszczerzyłam się i wyrwałam jej z dłoni przepustkę do świata magii.
Wybiegłam na zewnątrz wprost w objęcia majowego wieczora, który przywołał wspomnienie innego wieczora sprzed prawie dwóch lat. Parnego i dusznego.
Miałam wrażenie, że to wydarzyło się dawno temu. Dawno, dawno temu…
Sara nie mogła się wtedy ze mną spotkać, bo odrabiała te swoje praktyki w szkole, a potem załatwiała jakieś sprawy rodzinne. Teraz wiem, że to była wymówka, bo za moimi plecami romansowała z Pawłem. To był bardzo pokręcony czas i równie pokręcony zaczątek związku, dlatego wybaczyłam jej te łgarstwa i uniki. Poza tym, miałam własną tajemnicę…
Tamtego gorącego lipcowego wieczora spotkałam się ponownie z chłopakiem, którego poznałam na zaaranżowanej podwójnej randce. Spodobał mi się od pierwszego wejrzenia, chociaż nie był jednym z tych przystojniaków, którzy zazwyczaj przyciągali moją uwagę. Wydał mi się po prostu fajny. Żadnych fajerwerków i motyli w brzuchu, tylko ciekawość. Byłam go ciekawa.
 I chyba faceci, którzy na pierwszy rzut oka wydają ci się spoko, ale nie opada ci na ich widok szczęka, potrafią najbardziej zawrócić kobiecie w głowie. Odkrywasz ich kawałek po kawałku i każdy kolejny szczegół sprawia, że twoja fascynacja rośnie i rośnie, jak wskaźnik rtęci w termometrze. Tak było ze mną i Marcinem.
Po raz pierwszy spotkaliśmy się w barze, w którym dostaliśmy łomot od Sary i Pawła w partyjce bilarda. Było miło i zabawnie, ale gdy wieczór się zakończył, rozeszliśmy się w swoje strony. Szczerze mówiąc nie wierzyłam, że jeszcze go zobaczę, ale dwa dni później zaczepił mnie na fejsie. W kilku żołnierskich słowach zaproponował piwo i pizzę. Klasyka. Doceniłam tę prostotę, a także fakt, że nie silił się na tanią gadkę i czcze komplementy.
Czy byłam jakoś szczególnie podekscytowana jego zaproszeniem? Nie. Oceniłabym je, jako umiarkowane zainteresowanie i zwykłą ciekawość. Chciałam go lepiej poznać. Tak po prostu. Wtedy jeszcze nic nie wiedziałam...
Na randkę wybrałam proste czarne spodenki i bluzkę z logo Guns N’ Roses. Zrobiłam delikatny makijaż i rozpuściłam włosy.
Umówiliśmy się przy muszli koncertowej w parku. Słońce właśnie zachodziło, a powietrze ochłodziło się, ale tylko o kilka stopni. Przyszłam o czasie, on już tam na mnie czekał. Siedział na niewielkich trybunach usytuowanych naprzeciwko sceny.
Na mój widok wstał i uśmiechnął się jednym kącikiem ust. Ten uśmiech coś we mnie wybudził. Wtedy nie byłam jeszcze świadoma, że oto właśnie zaczyna się moja przygoda ze swobodnym spadaniem, jak nazywałam stan, w którym się znalazłam po tym wieczorze.
Spojrzałam na niego, jakbym go zobaczyła po raz pierwszy. Był wysoki i barczysty. Jasnobrązowe włosy strzygł krótko. Podobało mi się to. Miał szaroniebieskie oczy, ostre rysy twarzy, podłużną bliznę na brodzie i lekko skrzywioną nasadę nosa. Wibracje złego chłopca, aż zakrzywiały powietrze wokół niego. Miał na sobie ciemnoniebieskie dżinsy i czarny T-shirt. Prostota i klasyka.
Odpowiedziałam mu uśmiechem, czując rosnącą ekscytację tą randką.
– Fajnie, że jesteś – przywitał się i miałam poczucie, że naprawdę się cieszy na mój widok.
– I wzajemnie – odpowiedziałam z nagłym zdenerwowaniem.
– Co tam u twojego brata? – zagadnął z szerokim wyszczerzem, na co się roześmiałam.
– Wciąż cię ciepło wspomina – odparłam, na co tym razem on parsknął.
– Musisz go koniecznie ode mnie pozdrowić – rzucił z rozbawieniem.
W kącikach jego oczu pojawiły się zmarszczki śmiechu.
Marcin usiadł na jednej z ławek okrakiem, zrobiłam to samo, zwracając się do niego twarzą. Dobrze, że założyłam szorty. Był blisko, czułam zapach jego żelu pod prysznic.
Przez krótką chwilę po prostu na siebie patrzyliśmy, a w tym czasie moje serce wywinęło kilka potrójnych tulupów w piersi. Byłam ciekawa, czy działam na niego chociaż w połowie tak mocno, jak on zaczynał działać na mnie.
– Chciałem cię wtedy odprowadzić – odezwał się wreszcie – Ale odmówiłaś i pomyślałem, że chyba z twojej strony nic nie…pykło – dodał
Był szczery, co mi zaimponowało.
– Co się stało, że jednak zdecydowałeś się do mnie napisałeś? – zapytałam zaczepnie.
Chciałam mu wyjaśnić, dlaczego nie chciałam, żeby mnie odprowadził, ale wcześniej musiałam poznać powód, dla którego jednak do mnie zagadał.
– Bo ja tak łatwo się nie poddaję. – Znowu ten uniesiony kącik ust, który przyprawił mnie o uderzenia gorąca.
Uśmiechnęłam się.
– I myliłeś się, co to tego pyknięcia. Nie zgodziłam się na odprowadzenie, bo Sara zabroniła mi iść w ciemną noc z dwoma ledwie poznanymi facetami. Ona to ta rozważna –wyznałam szczerze.
Marcin podniósł wysoko brwi.
– No proszę. – Wyglądał na zdziwionego – Czyli wyglądamy ze Sławkiem na parę psycholi? – zapytał.
Rozłożyłam bezradnie ręce, jakbym w ten sposób próbowała wybronić się przed wyrażeniem opinii na głos.
Marcin zaśmiał się w głos, a potem przysunął się do mnie i spoważniał. Przez kilka sekund patrzył mi prosto w oczy, aż wreszcie nachylił się i na jedno uderzenie serca zatrzymał twarz przy mojej twarzy, jakby chciał się przekonać, że jesteśmy w tym samym miejscu. Byliśmy, więc mnie pocałował.
Westchnęłam głośno, gdy poczułam jego usta. Gdybym nie siedziała, to musiałabym to zrobić, bo nogi odmówiłyby mi posłuszeństwa. Pocałunek był jednocześnie namiętny i delikatny. Gorący i chłodzący. Smakował miętą i colą. Idealny smak pierwszego pocałunku.
Gdy się od siebie odsunęliśmy, przez szum w uszach ledwie słyszałam to, co się działo dookoła. Marcin oblizał sugestywnie usta, co sprawiło, że uderzyła we mnie kolejna fala gorąca.
Wróciłam do tu i teraz. Zaparkowaliśmy pod hotelem, który rok temu przeszedł gruntowny remont.
– Pamiętasz nasz pierwszy pocałunek? – zapytałam go, wciąż dryfując w oparach wspomnień.
Marcin wyłączył silnik i spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
– Pewnie, że pamiętam. Dlaczego pytasz?
– Tak tylko. Ta rozmowa z klubu podziałała na mnie sentymentalnie – wyznałam z lekkim zażenowaniem. 
– Wspominasz tak, jakby to się wydarzyło pięćdziesiąt lat temu – zaśmiał się – Ale myślę, że nawet za te pięćdziesiąt lat będziesz tak wspominać moje pocałunki. Przyznaj, że jestem w tym zajebisty – wyszczerzył się szeroko.
Wywróciłam oczami, ale miał rację. Był w tym zajebisty.
– Co jest, Mila? – zagadnął już zupełnie poważnie. – Myślisz, że już nie jest tak, jak kiedyś? – zapytał, a w jego twarzy nastąpiła zmiana.
Martwił się. Mógł udawać twardziela i pewnego siebie, ale wiem, że czasami czuł się niepewnie, chociaż nigdy nie dałam mu odczuć, że jest dla mnie kimś na chwilę. Przeprowadził się dla mnie do Lublina, a potem do Warszawy, gdzie kończyłam ostatni rok ekonomii. Wiedziałam, że to z jego strony poświęcenie, chociaż zawsze powtarzał, że to nic wielkiego i że tak nie chciał zostawać w naszej małej mieścinie.
– Nie. Tak po prostu wspominam. – Wzruszyłam ramionami. – To chyba przez to wesele Pawła i Sary – powiedziałam i chwyciłam za klamkę – Idziemy?
Marcin zamknął samochód i weszliśmy do loby, gdzie na szczęście nie było recepcjonistki, dlatego od razu skierowaliśmy się do windy. Gdy ta się za nami zamknęła Marcin przyciągnął mnie do siebie i pocałował namiętnie i desperacko.
Gdy drzwi windy otworzyły się na drugim piętrze, Marcin oderwał się ode mnie i szepnął mi na ucho:
– Jeśli coś kiedyś się zmieni, powiedz mi o tym.
W tej prośbie było tyle desperacji, że aż ścisnęło mi się serce. Chwyciłam go za poły kurtki i poprowadziłam do pokoju numer siedemnaście. Włożyłam kartę do czytnika na ścianie i włączyłam światło. Pokój był niewielki, ale dość schludny. Na środku stało duże łóżko, przykryte ciemnogranatową kapą, a po jego obu stronach stały dębowe komódki. W oknach wisiały długie nieprzepuszczające światła zasłony. Pod znajdowało się szafa i biurko z osobistymi rzeczami Pawła i Sary.
Stanęłam na środku pokoju, pełna wyczekiwania. Marcin nie odrywając ode mnie wzroku, ściągnął kurtkę, a potem T-shirt. Był podniecony. Widziałam jak jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w rytm szybkich oddechów. Mięśnie na jego brzuchu zagrały, gdy sięgnął do rozporka spodni.
– Na co czekasz? – zapytał zachrypniętym głosem.
– Już zapomniałeś? Kręcisz mnie i chcę popatrzeć, jak się rozbierasz – odpowiedziałam z uśmiechem.
Nie odpowiedział na to, tylko kontynuował. Kilkoma ruchami pozbył się butów i spodni, a potem bokserek. Nigdy nie był nieśmiały. To też w nim uwielbiałam. Podeszłam do niego i przejechałam dłonią po jego torsie, a potem bicepsie. Marcin chwycił mnie za dłoń i pokierował ją na swojego penisa, który był już gotowy do działania.
Gdy pieściłam go ręką, on mnie rozbierał. Szybko, niezdarnie, ale skutecznie. Po kilku sekundach byłam już naga.
Pamiętając nakaz Sary, poprowadziłam Marcina do łazienki, gdzie ten natychmiast oparł mnie o ścianę, podniósł do góry, a potem nałożył prezerwatywę i wszedł we mnie gwałtownie, od czego zakręciło mi się w głowie. Jęknęłam głośno. Marcin przyssał się do mojej szyi. Objęłam go mocno za kark i zamknęłam oczy. Jego ruchy bioder były gwałtowne i szybkie. Niemalże agresywne. Wiedział, że tak lubię. Że tak szybko dojdę.
Fala rozkoszy rozlała się po moim ciele, jak ciepły deszcz. Jęknęłam w szczytowym momencie, co zawsze działo się bez mojej kontroli. Marcina to kręciło, bo zawsze dochodził zaraz po mnie. Tak stało się też teraz.
Zmęczona oparłam skroń o spocone czoło Marcina, który jeszcze nie otworzył oczu.
– To było mocne – powiedziałam zachrypniętym głosem.
Marcin podniósł głowę, postawił mnie na ziemi, a potem chwycił moją twarz w obie dłonie i szepnął:
– Kocham cię.





6 komentarzy: